„Snowden” Oliviera Stone’a: porozmawiajmy o prywatności

W 2014 roku Laura Poitras zrealizowała bardzo udany, nagrodzony Oskarem film dokumentalny na temat naruszania naszej prywatności i praktyk NSA. Poprzeczka została postawiona wysoko. Dwa lata później mamy kolejny film przypominający nam o stanie naszej prywatności. Przypominający, ponieważ zbyt wiele nowych rzeczy z niego dowiedzieć się nie można. Z góry uprzedzam, że ten tekst zawiera drobne spoilery, dalej mogą się pojawić fragmenty zdradzające część fabuły. Jednakże jeżeli znasz już biografię Snowdena to raczej nic nie powinno Ciebie zaskoczyć.

Przy udziale fundacji Panoptykon oraz kina Iluzjon odbył się w poniedziałek przedpremierowy pokaz filmu „Snowden”. Trzeba było czekać na ten film sporo czasu. Początkowo w kinach pojawić się miał rok temu, ale z nieznanych powodów premiera była przesuwana wielokrotnie. Ostatecznie „Snowden” trafił do kin 16 września, a w Polsce obejrzeć go będziecie mogli od dzisiaj.

Film przeprowadza nas od samego początku po najważniejszych punktach kariery Snowdena – problemach zdrowotnych, rekrutacji do CIA i pierwszych misjach. Opowiada nam dobrze znaną historię amerykańskiego patrioty, który kocha swoją ojczyznę i chce dla niej służyć. Przez praktycznie całą opowieść towarzyszy nam Lindsay, wielka miłość Snowdena. To ona jest dla niego wsparciem w chwilach słabości. Jest to historia dosyć przewidywalna, i jak na taką historię przystało, musi nastąpić zwrot akcji. Snowden dostrzega nadużywanie uprawnień inwigilacyjnych jeszcze w CIA. Agencja jest rownież miejscem, gdzie pierwszy raz widzi potęgę narzędzi NSA na własne oczy. Zakończenie pracy w CIA dzieje się po jednej z misji, gdzie niemalże nie doprowadza do zamienienia życia niewinnego i jego córki bankiera w koszmar. Po przychodzie z CIA Snowden pracuje w Japonii dla Della jako pracownik kontraktowy.

Nadzieję na poszanowanie podstawowych praw człowieka niesie dla Snowdena kandydatura B. Obamy, który obiecuje większą kontrolę nad działaniami służb specjalnych. To uczucie jednak szybko znika, gdy Snowden widzi jak kolejni wojskowi wprowadzają w błąd Kongres Stanów Zjednoczonych. Wie, że musi odwrócić ten trend i nie zrobi tego skutecznie w sposób w jaki próbowali to robić poprzedni demaskatorzy, którzy na gruncie prawa próbowali zwalczać zapędy NSA. Potrzebne było duże tąpnięcie, ale kontrolowane – najlepiej przez cenionych i uznanych dziennikarzy – i tutaj pojawiają się dziennikarze Guardiana oraz dokumentalistka Laura Poitras.

05

Po seansie „Snowdena” jestem nieco rozdarty. Z jednej strony sam temat jest niezwykle ważny – masowe wręcz naruszanie naszej prywatności i praw człowieka. Z drugiej zaś – produkcja Stone’a jest właściwie szablonową historią amerykańskiego patrioty. W Edwarda Snowdena wcielił się Joseph Gordon-Levitt, aktor dobry i wydaje mi się, że dobrze oddający osobowość bohatera. Szczególnie pod względem mowy. Jeżeli kiedykolwiek wcześniej słyszeliście wywiad ze Snowdenem to jeżeli zamknięcie oczy wrażenie będzie bliźniaczo podobne.

Reszta obsady odgrywa właściwie drugorzędne znaczenie – zarówno Shailene Woodley (jako Lindsay Mills), Zachary Quinto (jako Gleen Greenwald), ale także Nicolas Cage i Timothy Olyphant nie mają na szczęście aż takiego wpływu na przebieg historii. Może to i w sumie dobrze, bo wystarczającym odciągnięciem od tematu prywatności jest sama postać bohatera. Wtrącę jedynie, że „Snowden” jest jednym z nielicznych filmów, gdzie Timothy Olyphant nie położył roli ;)

Bo to trzeba powiedzieć sobie szczerze: temat naruszenia prywatności przez rząd USA przewija się gdzieś w drugim planie. Z perspektywy widza z USA, gdzie poparcie dla Snowdena nie jest delikatnie mówiąc najwyższe, film właściwie może być próbą wytłumaczenia motywów postępowania, aniżeli pełnoprawną historią z jaką mieliśmy styczność w „Citizenfour”.

06

Z tej perspektywy film nie oferuje niczego, co można byłoby wyróżnić na spory plus, ale też nie potrafiłbym wskazać dużych minusów. Jest bardzo średni. Największym zarzutem wobec tego filmu może być to, że kompletnie nie zmusza do myślenia. Dlatego też nie polecę, ale tez nie będę odradzał. W zasadzie podstawowym pytaniem jest to, czy chcesz zainteresować się tematyką działań Snowdena zagłębiając się w dalsze dokumenty, czy nie. Jeżeli tak, to film będzie dobrym punktem zahaczenia, jeżeli nie to będzie to zjadliwe niedzielne kino.

Swoją drogą, dosyć ciekawa okazała się zbieżność czasowa premiery filmu z wyborami prezydenckimi w USA. W filmie jest mowa o szalonym człowieku, który może kiedyś dojść do władzy i zacząć nielegalnie korzystać z przerośniętych już programów. To wywołało na sali salwę śmiechu – Polska premiera filmu ma miejsce po wyborze Donalda Trumpa na Prezydenta USA.

Przeklęta prywatność

To, że „Snowden” nie zmusza do myślenia nie oznacza jednak, że nie mamy wcale zastanawiać się nad tym w jaki sposób służby specjalne różnych państw zbierają o nas dane. Niewątpliwym prawem każdego obywatela jest pytanie o skalę elektronicznego nadzoru przez nasze rządy. Ale najbardziej jednak boleję nad faktem, że z perspektywy trzech lat, które minęły od wycieku właściwie żadnych systemowych zmian nie dokonano.

Co więcej, sporą część za ten fakt ponoszą tzw. media elektroniczne. Część z czytających zna mnie lepiej i wie, że jedno z nich tworzyłem. I również sam nie jestem bez winy. Ale różne redakcje potrafiły się przyłączyć do wspólnego frontu przeciwko umowie ACTA. Później się to rozmyło, powstały również publikacje, które w prosty sposób łagodziły to, co korporacje czy rządy praktykują. Czasami autorzy takich publikacji wykazują się jednak totalną ignorancją.

Piractwo, zniesławienia, oszustwa w serwisach aukcyjnych – to tylko niewielki wycinek nagannych zachowań, których dopuszczają się internauci kryjący za otoczką anonimowości gwarantowaną przez TOR i VPN. Częściowo rozprawiła się z tym problemem ustawa antyterrorystyczna, która wymusiła rejestrację kart typu pre-paid.
~ Jakub Wilczek, Bezprawnik.pl

Jeszcze gorący artykuł Jakuba Wilczka z Bezprawnika1. W artykule zatytułowanym ”Być może czas rozpocząć rozmowy na temat delegalizacji TOR, VPN i kar za niezabezpieczony router” autor poddaje pod wątpliwość prawną wykorzystanie popularnych systemów ochrony prywatności. Co ciekawe „TOR” i „VPN” są używane przez autora w sposób ciągły, jako taki buzzword przewodni artykułu. No i główna teza – z TORa i VPN korzystają przestępcy i osoby generalnie z marginesu.

Szkoda strzępić słów. Może napiszę to ostro, ale gardzę czymś takim. Te serwisy oczywiście są poczytne. Przedstawiają się jako serwisy tworzone przez profesjonalistów, którymi naturalnie nie są. Dobrze natomiast wyrabiają słupki w Google Analytics, w przypadku Bezprawnika „usługi dodatkowe” ;), dobrze też to działa na liczbę słów na umowie o dzieło ale finalnie ogłupia ludzi, którzy może mają mniej styczności z techniką. Prawo do prywatności jest częścią Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, a także w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Fakt używania kryptografii nie oznacza, że łamiesz prawo, drogi Jakubie, drogi Bezprawniku/Spider’s Webie czy innym tworze.

Ale oni sami w sobie nie są źli. Kieruje nimi rynek. Rynek wymusza tworzenie treści, które prowokują (w tym przypadku 199 komentarzy, brawo!). Czasami jednak portale IT potrafią publikować poradniki związane z prywatnością, ale same aktywnie tą prywatność naruszają poprzez osadzanie na stronach komponentów różnych firm. Widżety społecznościowe to już właściwie norma. Facebook zna profil Twoich upodobań jeszcze zanim założysz u nich konto. Czasami strony internetowe idą dalej i instalują skrypty, które w sposób niekontrolowany przez wydawcę pod płaszczykiem dostarczania zewnętrznych reklam agregują i przetwarzają dane o mnie, Tobie i innych – ale jest dobrze: osobom stosującym AdBlocka reklamy się magicznie wyświetlają.

Tym bardziej może czas zacząć przestać sobie tłumaczyć naruszanie prawa do prywatności zamachowcami, islamistami, cyklistami, weganami czy inną, wrogą obecnemu systemowi społecznością. Nie, nie jest to warte. Jeżeli naiwnie wierzymy, że przy pomocy masowej inwigilacji (w 2013 roku NSA potrafiło gromadzić ~120 GB/s danych) możemy w prosty sposób wyeliminować problem terroryzmu to jesteśmy w błędzie. Jedyne czego się pozbawiamy to podstawowych praw kontroli nad swoimi danymi. Kontroli nad służbami chyba nigdy nie mieliśmy. Przestańcie więc moi drodzy „troszczyć się” o protokoły, a zacznijcie edukować ludzi w taki sposób, aby innych nie krzywdzili. To, że Masa, Słowik czy Pershing korzystali z zamków firmy Gerda nie oznacza, że wszystkich klientów Gerdy należy traktować z podobnym podejściem. Nie Gerda zrobiła z nich przestępców.

A te dane udostępniamy usługodawcom, korporacjom. Nie chcę specjalnie ich bronić, ale nie jestem przekonany w 100%, że firmy miały świadomość o skali inwigilacji. NSA doszło do wniosku, że szybciej jest po prostu przejąć instalacje światłowodowe przy samym brzegu. Odpada papierkowa robota przy wypełnianiu wniosków. Dlatego też wielkie firmy wprowadziły szyfrowanie swoich danych również na sieci szkieletowej. Słusznie doszły do wniosku, że wylądowanie pewnego dnia na slajdach Power Pointa, które wyciekły z którejś agencji wywiadowczej nie najlepiej wpływa na biznes.

Ja sam od jakiegoś czasu korzystam z OpenPGP, preferuję komunikatory, które oferują szyfrowanie end-to-end jak również korzystam z dwuskładnikowego uwierzytelniania. Nie dlatego, że planuję zamach, ani dlatego chcę komuś zrobić coś złego. Ale dlatego, że nic nikomu do tego co i gdzie udostępniam i jakiego typu danymi się posługuję. To są moje dane i mam prawo nimi dysponować w taki sposób, jaki chcę, a fakt używania przeze mnie szyfrowania nie powinien nikomu zapalać żółtej czy czerwonej lampki.

Na sam koniec spotkania poświęconemu filmowi jedna z osób z sali powiedziała, że jeżeli dożyjemy czasów, w których Edward Snowden będzie mógł wrócić bezpiecznie do Stanów Zjednoczonych, to będziemy żyć w pięknych czasach.

Głodnych wiedzy, zawiedzionych pokazem filmu mogę odesłać do publikacji książkowych:

Jak i dokumentalne:

  • ”Citizenfour”, Laura Poitras
  • ”Terminal F”, NDR
  • ”United States of Secrets”, PBS Frontline – film dwuczęściowy
  • Seeing The Secret State: Six Landscapes, Trevor Parglen na 30th Chaos Communication Congress

  1. Tabloid prawniczy będący w grupie z innymi tabloidami, w tym IT. Mam zasadę, aby tego typu rzeczy nie linkować. Jeżeli chcesz przeczytać komplety artykuł, znajdź go ;) 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *