Bardzo czekałem na wydanie IPhone 3G, głównie ze względu na poprawki jakie mogły i zostały wprowadzone. Ale raczej go sobie nie sprawię. Pomimo iście pięknie PR-owskiego wejścia ten telefon poza wyglądem nie posiada opcji, który to brak praktycznie dyskwalifikuje zakup takiego urządzenia.
Choć dla prawdziwego Applowego fanboy’a nowość to rzecz względna. Sama firma posunęła się do tego, że odkrywa koło na nowo, prezentuje je fanom, którzy lecą na błyskotki. Reszta świata patrzy i porównuje telefony innych marek z tym, co możemy dostać w IPhone -nomen omen- trzeciej (drugiej) generacji.
Software telefonu nadal panikuje, jak użytkownik zaczyna szukać w opcjach pozycji „MMS”. Razi również aparat o matrycy 2.0 mpix, z brakiem trybu video – co jak na Apple jest dość dziwne, z uwagi na to iż ich komputery to prawdziwe kombajny multimedialne. IPhone również nie wie, co to druga bateria. Nie mamy możliwości jej wymiany, na dodatek przy normalnym użytkowaniu nadal może się rozładować po dniu, czy też 2.
Dodana obsługa sieci 3G chyba jest jakby tak na prawdę przyznaniem się do błędu, jakie popełnił Apple. GPS? :) Jak dla mnie zbędny bajer, choć faktycznie czasami może i mi się przydać. Obsług serwerów pocztowych Microsoftu miała niby pomóc w zdobyciu rynku biznesowego. Raczej się to nie uda z bardzo prostego powodu. Normalny facet w garniturze wybierze któryś produkt Nokii albo HTC, a nie będzie bawił się z Apple w grę „w następnej wersji softu będzie lepiej”.
Ech… popatrzcie na nich – „zapplowani”. Wydadzą fortunę za kolejną błyskotkę spod znaku nagryzionego jabłka. Apple to marka i wygląd, nie funkcjonalność. Tak samo było z MacBook Air. 6999 zł za sprzęt, który spokojnie może rozłożyć laptop za 2 000 zł.
A cena nowego dzieła? $199 za sztukę? Nie! $599 bez wydawania fortuny na abonament. Dodatkowo trzeba się przygotować na pewne problemy z Twoim nowym nabytkiem
Ostatnie komentarze