Oprogramowanie

Nawrócony na Ubuntu

Nowa wersja mojego bloga w przygotowaniu, wpisy są synchronizowane z nim na bieżąco, tymczasem, po kilku tygodniach testów, i dochodzenia do szewskiej pasji z systemem pakietów openSUSE ten słodki i piękny system został przeze mnie porzucony. Porzucony na rzecz pana z RPA – Ubuntu. Pan Ubuntu przywitał już się na nowo z moimi partycjami, ale od początku. Gdyby wziąć wygląd susła, całą jego kreację i włożyć do dystrybucji opartej o Debiana, lub jakąkolwiek inną wariację tej dystrybucji to na pewno by można było uzyskać dużo lepszy efekt. Plusów openSUSE ma całkiem sporo, aby nie było, że obrzucam dystrybucję gównem. Po pierwsze user-friendly. Mamy menu start, mamy cały system postawiony od ręki, instalator przyjemny i nie odstraszający, nVidia ma swoje repo dla niego i ogólnie słodko i miło. Problem się zaczyna, jak chcemy coś konfigurować. Wtedy nasz zielony słodziak zaczyna się robić irytujący. Ciągłe przeładowywanie, analizowanie, przeładowywanie, analizowanie – normalnie zaraz zejdę z tego świata! Jeszcze gorzej jest z instalacją pakietów. W sieci nie doszukałem się względnie nowej wersji pakietu gry Warzone 2100 pod openSUSE. I nie mówię tutaj, aby była najnowsza, ale no… wersja 2.0 mi nie wystarcza, bo nie mogę używać save z 2.1, które „wygrałem” w poprzednim Ubuntu. Po drugie – Instalacja pakietów to koszmarnie długi, monotonny proces :( Grupa rozwijająca openSUSE powinna coś z tym zrobić. Ubutnu demonem prędkości nie jest, ale to co tam zobaczyłem skutecznie mnie odstraszyło na jakiś rok, może dwa od tej dystrybucji.

Podsumowując, przed wywaleniem openSUSE przekopiowałem sobie style GTK na pendrive i zapodałem do Ubuntu. Z openSUSE wyniosłem jeszcze Banshee, napisany w Mono program do obsługi biblioteki multimediów – dużo lepiej się sprawdza, niż stary Rythmbox.

Hell March, a jednak Czerwony Październik

Październik już nie długo. I co z tego zapewne spytacie? Dla mnie jest to czas, kiedy premierę będzie miała moja najukochańsza gra, nowa część pewnej sagi. Jest to seria dla mnie bardzo szczególna, ponieważ jej pierwszą część dostałem wraz ze swoim pierwszym komputerem i od razu zawróciła mi w głowie :-) Była to jedna z najlepszych gier pod względem fabuły oraz ścieżki dźwiękowej. Widać było pasję włożoną w stworzenie takiego tytułu.

Tak :) Jest to Command & Conquer. Gra sprzedana w grubych milionach egzemplarzy. Ci, co mnie znają to wiedzą, że to C&C to raczej moja pasja i na prawdę jest mi bardzo miło, że po tylu latach od wydania C&C:RA2 zostanie wydana kolejna część. A ten czas już blisko – w sklepach zobaczymy ją już w październiku. Po małych spięciach ze społecznością C&C, związanych z zamknięciem Westwood Studios, Electronic Arts postanowiło skompletować jak najwięcej osób ze starego teamu. Dlaczego tak? No cóż… C&C: Generals nie był hitem na miarę swoich poprzedników, był wyrwany z kontekstu i tylko nazwa łączyła go z tą sagą. Był po prostu denny. Sytuacja zmieniła się, gdy przy pracach nad C&C3: Wojny o Tyberium zaproszono wieloletniego pracownika Westwood Studios, główną twarz sił NOD, Josepha D. Kucan, który również w tej części użyczył swojej twarzy do tej roli. W tej części na współpracę z EA z osobą, z którą miałem okazję przeprowadzić wywiad- mianowicie z Frankiem Klepackim. Tak – nie myli was swojsko brzmiące nazwisko :-) Frank jest muzykiem, tworzył soundtracki do wszystkich gier z Westwood Studios, począwszy od Dune II. Ma również kilka ról w pierwszej części Red Alerta. Obecnie pracuje w konkurencyjnym wobec EA studiu, zbudowanym na bazie starego WS. Jego muzykę usłyszycie więc zatem w Star Wars: Empire at War.

Nie wspominałem o tym wcześniej, ale seria C&C różni się od innych tego typu gier tym, że w filmach w niej zawartych występują prawdziwi aktorzy, często znani z tej czarnej puszki, zwanej czasami telewizorem. Po wpadce z Generals (gdzie takowych nie było) i wielkim come back w C&C3. Teraz plejada gwiazd się jeszcze powiększyła. Na początku EA za wiele nie mówiło, później uderzyło bardzo mocno. Gina Carano – gwiazda amerykańskiego boksu tajskiego wcieli się w postać bezlitosnej sowieckiej agentki Natashy Volkovej.

Jej aliancką odpowiedniczką będzie Tanya Adams, w którą wcieliła się Jenny McCarthy – jedna z gwiazdeczek Playboya, aktorka, która wystąpiła między innymi w Scarry Movie 3. Z kolei odpowiedniczką poprzedniczek po stronie Imprerium Wschodzącego Słońca będzie Kellu Hu.

Ostatnie wieści płyną z targów w Lipsku, gdzie poznaliśmy mniej seksowną część obsady :-) Przywódcami trzech stron będą JK Simmons, George Takei oraz Tim Curry. Fanów Skazanego na śmierć na pewno ucieszy fakt wystąpienia w roli naukowca Petera Stormare’a, znanego z roli mafioza Johna Abruzzi’ego.

Do całej tej otoczki dochodzi fakt, iż to dopiero sierpień, a EA zapewne ma jeszcze karty w rękawie. Ukazują się gameplay’e, wywiady, prezentacje. Zobaczymy co będzie dalej się działo w alternatywnym świecie Czerwonego Alarmu.

Wszystkiego najlepszego GieGie!

No i stało się – święto lasu, a raczej święto jednego ze staruszków polskiego Internetu. Czerwone słoneczka dziś się zapaliły u wszystkich użytkowników – niczym świeczki na urodzinowym torcie. Mimo wysiłków administratorów, 15 sierpnia 2008 Gadu-Gadu zaliczyło jedną z większych, jak nie największą awarię swoich serwerów (a może tylko łącz?). Wypadki przecież się zdarzają – nawet najlepszym. A najlepsi to oni są.

How To…

Polski rynek internetowy zadziwiająco długo ostaje się przy starych, naszych markach. eBay to nie Allegro, MSN Messenger czy AIM to nie Gadu-Gadu, czy Tlen no i oczywiście AOL to nie Onet. Jedyną marką, która czuję się u nas jak ryba w wodzie to Google. Czuje się na tyle dobrze, że co więksi gracze poddają swoje wysłużone silniki wyszukiwawcze na rzecz jedynego, bezbłędnego. Ostała się jeszcze tylko Wirtualna Polska, która ostatnio co raz bardziej wiąże się z Netsprintem. No ale nic- wracając do GG.

Bądź Pro!

Nasz „tytanik” (titanic? :-) ) chyba chce ściągnąć do siebie co raz to nowych użytkowników, ale nie takich co lubią sObiHie pOkLihaĆ, tylko tych bardziej pojętnych uczniów sektora IT. Powstał blog dla developerów, GG udostępnia API dla różnorakich botów, nową wersję oparli o bibliotekę QT i zapowiedzieli klienta dla Linuksa. A co dla mnie najważniejsze – najnowsza wersja WebGG pracuje w oparciu o bibliotekę ExtJS – genialnego frameworka JavaScript. Widać parcie na szkło w temacie zmiany wizerunku żółtego słoneczka. Chciałbym im życzyć więcej odwagi – kolejnych kroków milowych na polu otwierania GG na świat. Wszak … po co okna, skoro można wejść drzwiami? :-) Nie wiem czy się doczekam, ale chciałbym za rok napisać coś miłego na temat np. upublicznienia specyfikacji ich protokołu – to już by było coś naprawdę wielkiego.

At the end

Jeżeli się zatrzymają – będą żyli jedynie dzięki wyrobionej marce, choć rośnie liczba użytkowników, korzystających z alternatywnego komunikatora (co oczywiście jest zagrożeniem bo alternatywy nie implementują najważniejszego elementu Gadu-Gadu: Ad serwera ;) ), więc panowie – do przodu! :) Podsumowując, oni są najlepsi…. ale im wyżej się jest… z resztą sami wiecie.

Na sam już koniec w ramach specjalnego dnia :-)

Post scriptum

A może tak wyglądał dzisiejszy dzień w serwerowni GG?

Chyba się przekabaciłem, czyli openSUSE

A więc tak :) Od jakiegoś czasu pracowałem sobie w xVMie na openSUSE w wersji 11.0 i szczerze powiedziawszy to bardzo przekonywująca dystrybucja. W porównaniu z 10.2, którą miałem nieprzyjemność używać, wersja 11.0 reprezentuje całkowicie inny poziom. Nie dość, że ktoś postarał się o to, aby nie raziła jakimiś niedoróbkami w wyglądzie, to jeszcze ma bardzo dużo przyjaznych narzędzi obsługi już samego systemu, sprzętu itd. Tak, wiem… można to sobie w pliku tekstowym wygrzebać, ale ja jestem klikaczem jeżeli chodzi o konfigurację (no może poza szczególnymi wyjątkami, jak konfiguracja PHP, Apache czy MySQL, które lubię mieć pod bardzo ścisłą kontrolą – do reszty systemu nie przykładam uwagi, z racji tego, że nie ma być to maszyna, która ma chodzić przez 24h/dobę.

Cieszy obsługa mojej klawiatury (MS Natural Egonomic Keyboard 4000), jak również mojej karty telewizyjnej. Tak więc na razie żegnam się z pół-Debianem, zwanym też Ubuntu i przechodzę na ciemną stronę mocy :) Na jak długo? Jeżeli natrafię na coś, co mnie zirytuje i bedzie nie do przeskoczenia to zawsze płytka z Ubu jest pod ręką. Oczywiście openSUSE z Gnome…. KDE 3.5.9 to brzydkie, choć konfigurowalne bydle, ale KDE 4 to piękna pomyłka… jak dotychczas :-) C’mon developerzy KDE! Co z wami?

Pierwsze wrażenia z openSUSE, uwolnionym z maszyny wirtualnej – już wkrótce :)

Pożegnanie z PHP4

Po 8 latach autorzy jednego z najbardziej rozpowszechnionych interpreterów kończy definitywnie pracę nad czwartą generacją swojego produktu. W przedzień okrytego mitami 8 sierpnia 2008 roku pojawiła się wersja 4.4.9. Wnosi ona jedynie szczątkowe poprawki. Od tej chwili serwery firm hostingowych, jeżeli nie zrezygnują z oferowania wsparcia dla PHP4, będą niezabezpieczone, ponieważ nawet jeżeli w starej gałęzi pojawią się luki bezpieczeństwa to autorzy nie będą ich łatali. Same pracy nad wersją czwartą zostały już wstrzymane 31 grudnia 2007 roku, przez okres do dzisiaj były poprawiane już tylko błędy bezpieczeństwa.

Zespół, który tworzy PHP porzucil jeszcze jedno. Od wersji 5.3 przestają być wspierane systemy Windows, starsze od wersji 2000. Inne zmiany to m.in. wprowadzenia PHAR, czyli odpowiednik archiwów JAR w Javie.

P.S. Gratuluję Mozilli przebicia się przez próg 10% z Firefoksem 3 :) Kolejny krok milowy do wyrzucenia E w wersji 6 z rynku :)

Kolejna jaskinia zdobyta – Microsoft Office 2007 na moim Ubuntu

Microsoft Office 2007

Wiem, że dla niektórych z Was Wine to sól w oku. Ja na to patrzę troszkę inaczej – Wine to wolność wyboru. Przecież nie zawsze wolne oprogramownaie musi być idealne – w wielu przypadkach nie jest. Nie mniej jednak lubie swoje Ubuntu i nie zamieniłbym go na jakiegoś Windowsa – szczególnie po pracy w MediaMarkt – Vistę, za którą jeszcze trzeba płacić nie małe pieniądze. System nie dość, że generuje użytkownikowi niespotykane dotąd pokłady wkurzenia, to jeszcze nie do końca spełnia moje oczekiwania pod względem zaprojektowania czy ideii itd. Właśnie dlatego zdecydowałem się na migrację na Ubuntu.

Niektóre oprogramowanie niestety nie jest dostępne obecnie dla mnie. Nie do końca działająca Miranda IM jest dla mnie chyba największą bolączką. Drugim z produktów był – bo już nie jest – pakiet Microsoft Office 2007. Nie jestem przyzwyczajony do samego programu, a do wygody jego użytkowania. Miałem do czynienia z poprzednimi wersjami i szczerze… interfejs był dla mnie za bardzo skomplikowany. Wprowadzenie w MSO 2007 przebudowanego interfejsu programów było czymś niezwykłym – Microsoft trafił w moje gusta w 100%. W swoim MM byłem jedną z pierwszych osób, które zdecydowały się na zakup MSO 07 w wersji dla użytkowników domowych. Brakowało mi go w Ubuntu, bo jak dla mnie OpenOffice nie dość że z wersji na wersję tyje to jeszcze wygląda jak poprzednie wersje MSO.

Przegapiłem tak na prawdę premierę Wine 1.0, która już pozwalała na instalację MSO i trafiłem dopiero na changelog wersji 1.1. Jako, że miałem dzisiaj troszkę czasu to postanowiłem powalczyć o swoją wolność wyboru oprogramowania :-). Skutek? Pozytywny. O dziwo – bardzo miłe zaskoczenie. Walka głównie polegała na googlowaniu, bo niestety nie wszystkie tutoriale były dobre. Przegapiłem niestety ten najważniejszy – w AppDB :-) A więc tłumaczenie kroków:

  1. Odpalamy winecfg, w zakładce „Aplikacje” ustawiamy domyślny system operacyjny na Windows Vista
  2. Jeżeli nie posiadamy to ściągamy sprytny skrypt Winetricks. Odpalamy go poleceniem: sh winetricks msxml3 dotnet20 gdiplus riched20 riched30 vcrun2005sp1. Przebijamy się przez instalatory (jak to Windows: klikamy „Next” :) )
  3. Tworzymy sobie kopię zapasową pliku rpcrt4.dll z katalogu system32 wine.
  4. Nową wersję DLLki ściągamy z tego miejsca.
  5. W winecfg w zakładce „Blblioteki” tworzymy regułę dla rpcrt4.dll określając użycie natywnej wersji tej biblioteki
  6. Uruchamiamy instalatora pakietu Microsoft Office 2007 z płytki. W Ubuntu dwuklik na setup.exe wystarczy. Po chwili cieszymy się z pomyślnie przeprowadzonej instalacji.
  7. Przywracamy poprzednią wersję biblioteki rpcrt4.dll i usuwamy stworzoną przez nas regułę z winecfg.
  8. Pakiet Microsoft Office 2007 jest gotowy do użycia. Przy pierwszym uruchomieniu program zapyta się o imię i nazwisko oraz inicjały użytkownika. Będzie potrzebna również aktywacja produktu – w WineHQ wyczytałem, że czasami są problemy z aktywacją przez Internet – mi to się nie zdarzyło, ale jeżeli zdarzy się taka rzecz to proponują po prostu spróbować ponownie.

Efekt? Proszę bardzo:

Word07 na Ubuntu

Brakuje chyba mu kilku czcionek, ale nie jest to problemem :-) Pierwsze wrażenie: szybko wstaje – szybciej, niż OOo.

W całym wpisie nie starałem się atakować Microsoftu za odbieranie ludziom wolności, za ich podejście do standardów itd. W tej chwili nie jest to ważne, bo dzięki ciężkiej pracy chłopaków od Wine wreszcie mam wolność wyboru :-)

Gnome 3.0

Na OSNews.pl pojawił się news nt. planów wydania wersji 3.0 środowiska graficznego Gnome. Najbardziej jednak spodobał mi się komentarz pod niusem (czemu ma karmę -25, człowiek dobrze gada!)

Zgadzam się z przedmówcą. Używałem naprzemiennie KDE i GNOME od 1999 – z błahego powodu – nie miałem żadnych preferencji odnośnie konkretnego środowiska – oba były ok. Jednak od pewnego czasu używam głównie GNOME (sporadycznie KDE 3.5 w CentOS) – KDE 4.0 to według mnie totalny niewypał. Nie chcę się tu znęcać nad jego deweloperami i mówić, że już od dawna wiedziałem, że tak będzie. Niech inni się tym zajmują, na szczęście nikt mnie nie zmusza do używania tego gó? Zawsze uważałem GNOME za trochę mniej funkcjonalne środowisko, trochę bardziej minimalistyczne niż KDE. Jednak deweloperzy KDE 4 postanowili zrezygnować z funkcjonalności na rzecz eye candy, które może i jest dobre dla fanbojów compiza, ale jeśli ktoś chce po prostu skonfigurować sobie środowisko pracy, to to wszystko jedynie przeszkadza. Mam nadzieję, że deweloperzy GNOME okażą się bardziej pragmatyczni niż deweloperzy KDE i nie będą się bawić w żadne bezużyteczne {plazmo,spermo}idy i w GNOME 3 wprowadzą wyłącznie zmiany, które są potrzebne do dalszego rozwoju tego środowiska. Niech to będzie większa zmiana ewolucyjna jak w przypadku przejścia z wersji 1.4 na 2.0 a nie rewolucja, która tylko i wyłącznie zraża użytkowników.

Komentarz autorstwa hallowed.

Ubu-box :)

Ubuntu BOXJak śpieszy kurier OSnews.pl za blogiem firmy Canonical w sklepie BestBuy pojawiły się wersje Ubuntu 8.04 LTS, sprzedawane w pudełku wraz z instrukcją i wsparciem technicznym. Czyżby producent Ubuntu poczuł się tak pewnie, że chce wchodzić na działkę Novella? :) Co jakiś czas openSUSE również w Polsce można kupić w różnych sklepach na terenie polski. Piszę tylko o Novellu, bo Red Hat nie jest na razie zainteresowany domowymi użytkownikami. Nie mniej jednak jest to kolejny dobry krok, na drodze do wprowadzenia równowagi na rynku systemów operacyjnych. Niestety jeszcze dużo wody w Odrze musi upłynąć, aby wreszcie systemy te na stałe zadomowiły się na desktopach. Pudełkową wersję Ubuntu wyceniono na $19,99 USD, czyli ok. 40 zł.

Świat według Nas – Customize Google

Customize Google

Wpis oczywiście jest kontynuacją mojego poprzedniego wpisu. Google zbiera o nas dużo informacji. Jak temu można zaradzić? Użytkownicy Firefoksa będą mieli ułatwione zadanie: istnieje rozszerzenie do niego, które nazywa się CustomizeGoogle. Ułatwia ono współprace z naszym małym gigantem :) Google zbiera o nas informacje nawet, jak nie jesteśmy na ich stronach. Usługa Google Analytics działa na wielu stronach i jest poważnym konkurentem Stat24.com, które jak dla mnie dobre lata ma już za sobą. Google oferuje swoją usługę za darmo, dzięki czemu pajęczynka odbiorników zachowań użytkowników szybko się rozrasta. Google generuje również dla Ciebie swoiste ID, dzięki któremu wie co robisz na ich stronach. Oczywiście wszystko pod hasłem poprawy wyników wyszukiwania ;-). CustomizeGoogle na szczęście posiada w swoich opcjach zakładkę „Prywatność”. Posiada ona opcje generowania losowego ID użytkownika dla Google (nie pozbywasz się możliwości korzystania z usług Google, jedynie Google nie do końca wie, kim jesteś), jak również możesz zablokować wysyłanie jakichkolwiek ciastek do Google Analytics.

Samo rozszerzenie ma na prawdę całą masę innych opcji. Opcje blokowania reklam na wielu podstronach Google (której włączenia nie polecam, bo przecież nie atakują Ciebie wredne flashe a zwykłe linki tekstowe), po wymuszanie łączenia się z Google poprzez HTTPS. Rozszerzenie jest cudowne, jeżeli chodzi o możliwość ingerencji w stronę wyników wyszukiwania. Możesz włączyć takie opcje, jak dodanie odnośników do innych wyszukiwarek, włączenie auto uzupełniania, włączenie filtrów (możesz wskazać rozszerzeniu, które domeny mają się nie pojawiać w wynikach wyszukiwania), numerowanie pozycji wyników, dodanie odnośnika do web.archive.org, jak również usunięcie paska z kolejnymi stronami wyników, kolejne wyniki będą pojawiały się pod starymi w miarę, jak będziesz przewijał stronę w dół.

Samo rozszerzenie zostało zauważone przez małego giganta. Jest przedmiotem przytyków, że utrudnia ono funkcjonowanie niektórych usług Google, nie mniej jednak moim zdaniem taki atak był do przewidzenia, bo nie jest tajemnicą, że Google bardzo polubił informacje o nas.

Rozszerzenie jest godne polecenia z uwagi na możliwości dostosowania stron giganta do siebie, jak również z uwagi na ułatwienie obrony przed globalnym Big Brotherem. Rozszerzenie jest do pobrania na stronach Mozilla Addons, dostępne jest w polskiej wersji językowej. Jeżeli na inne przeglądarki pojawiło się podobne narzędzie – dajcie znać.

31% popsutej sieci

MSIE logoA dokładnie 31,6%. O co chodzi. Wg. Ranking.pl taki jest odsetek internautów używających przeglądarki Microsoft Internet Explorer w wersji 6. Ale o co tyle szumu powiadacie? Popularna szóstka jest na pewno produktem innowacyjnym, jak na 2001 rok. Ma również silnik. Tak… ten piękny, kochany i uwielbiany silnik.

Czemu więc piszę o przeglądarce z 2001 roku? Bo planując layout w 2008 roku trzeba brać jeszcze pod uwagę, że 1/3 użytkowników będzie przez najbliższy okres miała przeglądarkę z silnikiem, zbudowanym przez kompletnych idiotów. Microsoft, znany z wymuszania instalacji nowszych wersji swojego oprogramowania w tym wypadku zrobił wyjątek i w niedawno opublikowanym Service Pack 3 dla Windows XP nie zamieścił instalki do wersji 7, która o niebo lepiej interpretuje strony WWW i która za jakiś czas zostanie zastąpiona moim zdaniem świetną wersją 8.

Ale uznałem, że nie można poddawać się. Nowa wersja serwisu Dobreprogramy będzie jedynie przystosowana do wyświetlania się pod MSIE 6. Nie będzie natomiast oferowała pełnej funkcjonalności dla tej przeglądarki. Nie dlatgo, że nie można tego było zrobić troszkę skomplikowaniej, ale aby działało. Ale właśnie dlatego, że po coś jest W3C, które dostarcza standardy i nowoczesne przeglądarki obsługują chociażby CSS 2.1. MSIE 6 należy traktować jak dobrowolny wybór użytkownika. Tak samo jak w przypadku przeglądarek tekstowych: decydujesz się na ich używanie, to rezygnujesz z wyświetlania grafiki – proste. Tak samo MSIE6: używasz to zgadzasz się na to, że nie wszystko będziemy mogli Ci zaoferować.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10  Przewiń do góry