Postanowiłem wrócić do swojego ulubionego systemu operacyjnego :-) Ale aby było trudniej wybrałem tą wersję systemu, nad którą programiści Canonical dopiero zaczynają rozbebeszać podstawy systemu.
Pojawią się nowe hmmm…. „wskaźniki” – choć polska nazwa tych funkcji nie jest zbyt dobra ;p Przypadł mi do gustu wskaźnik dźwięku w którym poza standardowymi suwakami regulacji dźwięku pojawi się również integracja z popularnymi odtwarzaczami muzycznymi. Obecnie integracja działa z Rhytmboksem, ale już nie długo mają powstać wtyczki do Banshee i Amaroka. Zapomniałem napisac na początku – system jest o wiele szybszy od Ubuntu 10.04. Start systemu to jedynie 10 sekund. To dosyć szybko jak na komputer z konwencjonalnym dyskiem twardym.
Jestem również mile zaskoczony (choć tutaj podziękowania raczej nie pójdą do Canonical) najnowszymi wersjami binarnych sterowników NVIDII. Obecnie nie spowalniają one tak bardzo startu systemu, jak to było w poprzednich wersjach. Nie zostały jeszcze usunięte niektóre aplikacje, których los już został przesądzony – czyli np. przeglądarka obrazków F-Spot. Większe zmiany będą w Centrum Oprogramowania, gdzie pojawią się komercyjne aplikacje. Całkiem możliwe, że udostępnienie płatnego sklepu przez Canonical zbiegnie się z premierą wersji beta klienta Steam na Linuksa.
Mimo iż jest to wczesna wersja rozwojowa to jest niezwykle stabilna. Ani razu system, czy środowisko graficzne nie uległo awarii. Rozwój systemu idzie w dobrą stronę (może poza przyciskami okien po lewej stronie, ale może się przyzwyczaję jeszcze. 48 godzin to za mało do zmiany trybu w jaki się korzystało z okienek :)
Pomimo starań, rok 2010 nie będzie jeszcze rokiem Linuksa na komputerach biurkowych. Mimo tego przyszły rok może być przełomowy dla pingwina.
Dotychczas jedynym systemem opartym na jądrze Linuksa, który trafił do świadomości klientów jest Android. Popularyzowany przez kolejne firmy jak LG, które zapowiedziało wydanie z marszu 20 modeli jeszcze w tym roku. Rynek telefonów zalewa tsunami zielonych, wrednych robotów i nie wygląda na to, aby ten trend się w najbliższym czasie odwrócił. Niektóre firmy zawdzięczają swoje dalsze istnienie wolnym systemom operacyjnym. Dajmy na to Motorolę na której 2 lata temu każdy stawiał krzyżyk jak tylko przypominał sobie, że ta firma jeszcze istnieje. Teraz kondycja firmy diametralnie się zmieniła – głównie poprzez genialnie przeprowadzoną kampanię, promującą Motorolę Droid w której stara firma drwiła z mistrzów mody, stylu i elegancji.
A co z komputerami biurkowymi? W świecie wielu dystrybucji Linuksa nowi użytkownicy są troszkę zagubieni. Poleca się Ubuntu, Fedorę czy OpenSUSE. Polecało się jeszcze Mandrivę, ale chyba przyszłość tej dystrybucji jest przesądzona. Ja zaryzykuję stwierdzenie, że wielu graczy na rynku dystrybucji Linuksa po prostu się nie różni niczym, czego by nie można było uzyskać u konkurencji. Jeśli odpowiecie, że różne dystrybucje posiadają różne systemy pakietów to ja odpowiem tak: co użytkownika to obchodzi? Dla normalnego użytkownika jest ważna przeglądarka internetowa, pakiet biurowy czy program poczty. A w większości przypadków te oprogramowanie jest identyczne.
Jest to poważna wada ruchu OpenSource, które trąci zwyczajnym egoizmem twórców oprogramowania. Wyznają oni zasadę, że jak coś się nie podoba to wolą stworzyć coś nowego i często nie na ich siły, niż wejść głębiej w społeczność i zacząć działać w kręgach decyzyjnych projektów. O ile istnienia takich dystrybucji jak SLED, czy RHEL nie mam jak oceniać – są to dystrybucje komercyjne, które muszą istnieć w ofertach Novella i RedHatu o tyle istnienia takich projektów jak Linux Mint nie potrafię zrozumieć i dlatego właśnie uważam, że istnienie takich dystrybucji jak Linux Mint jest bezsensownym marnowaniem czasu.
Twórcy Minta postawili sobie na celu ucywilizowanie Ubuntu – zmodyfikować proces instalacji programów, dodać kodeki, skórki, narzędzia kopii zapasowej, czyli coś co można bez problemu znaleźć w repozytoriach Ubuntu. Czyli zamiast stworzyć projekt na Launchpadzie, który jest centrum programistycznym Canonical to tworzy się nowy, niestety skazany na porażkę projekt. Najzwyczajniej w świecie zbyt blisko padło jabłko od jabłoni.
To półrocze jest niezwykle pracowite dla zespołu, który pracuje nad systemem Ubuntu. Odejście od dotychczas charakteryzujących dystrybucję brązów, starego logotypu, niepatyczkowanie się z monumentalnymi projektami OS takimi jak Gimp czy nieprzywiązywanie zbytej uwagi do tego, że niektóre programy są pisane w C# sprawia, że Ubuntu wniosło wiele świeżości w świat Linuksa i przy okazji zademonstrowano czym jest prawdziwa wolność. Wolnością nie jest przecież używanie wolnego oprogramowania. Wolnością jest wybór pomiędzy oprogramowaniem z otwartym źródłem i oprogramowaniem zamkniętym. Dzięki takiej mentalności, dalekiej od filozofii Richarda Stallmana oraz zawziętości Marka Shuttlewortha na Linuksa zaczęły spoglądać również takie firmy jak Valve, która – to już raczej pewne – opublikuje klienta Steam wraz z silnikiem Source dla pingwinka. Wspomnę też przy okazji o istniejącym Polsce sklepie internetowym z grami przeznaczonymi wyłącznie dla Linuksa.
Ubuntu przez lata stopniowo modyfikowało podstawę jaką jest Debian pod własne potrzeby. Oczywiście nie obyło się bez wpadek – nowy wygląd miałbyć już w Ubuntu 8.04, jednak chyba wtedy jeszcze nie było koncepcji w którą stronę może ewoluować interfejs Ubuntu. Programiści Canonical stworzyli takiej projekty jak upstart, serwis Launchpad.net czy system wersjonowania plików Bazaar. Pojawiło się Centrum Oprogramowania, które w przyszłości ma się stać pierwszą realną platformą sprzedaży oprogramowania dla Linuksów w której użytkownik będzie mógł zapoznać się z oprogramowaniem przed instalacją oraz ocenić program po instalacji. Istnienie takiej platformy moim zdaniem jest niezbędne do jakiegokolwiek zainteresowania wielkich firm i korporacji Linuksem, jako systemem dla użytkownika końcowego.
Ubuntu 10.04
Canonical zależy na przyciągnięciu jak największej rzeszy użytkowników. Widać to po krokach jakie poczynił przy wydaniu Ubuntu 10.04 – zaoferował usługi typu Ubuntu One oraz Ubuntu One Music Store. Takich usług nie oferują Novell czy RedHat, dlatego właśnie Ubuntu zaczął się wyróżniać na tle innych graczy na rynku. Próbuje się zmienić nieco przestarzały i klasyczny układ środowiska Gnome, który większości jest chyba powszechnie znany i mało lubiany. Widać, że Canonical postawił sobie za cel nadawania tonu rozwojowi platformy Linuksowej poprzez eksperymentowanie z różnymi elementami interfejsu oraz opracowywaniem spójnego API systemowego. Chcą w najbliższym czasie usunąć zasobnik systemowy i zastąpić go wskaźnikami. Odpowiedzieli sobie słusznie na pytanie – dlaczego (dla przykładu) odtwarzacz muzyczny ma marnować miejsce swoją ikoną, skoro można go zintegrować ze wskaźnikiem ustawień dźwięku? Nie ma racjonalnego powodu, aby marnować miejsce na ekranie.
Jeśli zespół Canonical utrzyma tempo rozwoju swojej dystrybucji, pracy nie tylko u podstaw systemu ale również opracowywania nowych usług dla użytkowników czy współpracy z twórcami popularnych programów komercyjnych to ma realną szansę na poruszenie statystyk udziału Linuksa w rynku systemów desktopowych. Światełko w tunelu przynoszą statystyki udziałów Linuksa wśród odwiedzających dobreprogramy: w kwietniu było ich 1,72%, a w maju 1,95%. Różnica 0,2% może to świadczyć o daniu szansy nowej wersji Ubuntu przez niektórych użytkowników. Szansa może być jednak bardzo złudna – jeśli Canonical przy rosnącej popularności Ubuntu zaliczy jakąś wpadkę to może to się skończyć źle dla wizerunku Linuksa.
Jak w temacie :) Mam do sprzedania konsolę XBOX 360 w wersji Premium 20GB, zakupioną w 2007 roku, na Mikołaja ;) Konsola nie przerabiana, w 100% sprawna. Dodatkowo do konsoli są dołączone akcesoria – 2 pady, pilot, zestaw ładujący oraz 8 całkiem fajnych gier. Więcej szczegółów na aukcji w Allegro :) http://allegro.pl/item1056117886_xbox_360_20gb_zestaw_akcesoriow_i_gier.html
Z ostatnim coraz dłuższym ładowaniem się bloga postanowiłem przeprowadzić blog na do nowego usługodawcy. Wcześniej blog był obsługiwany przez firmę IQ.pl a w najbliższym czasie będzie działał na serwerach firmy Unixstrorm.org. Niekwestionowanym plusem przeprowadzki jest lokalizacja serwerów – firma posiada swoje maszyny w Centrum Danych ATMAN (czyli blog leży gdzieś koło dobrychprogramów ;) ), jak również poziom obsługi klienta przy stosunkowo niskich cenach kont.
Unixstorm.org wprowadził do oferty m.in. moją prośbę serwer bazy danych PostgreSQL. Niektóre konta posiadają możliwość utrzymywania systemu kontroli wersji SVN/Trac, dostępu do shella czy klienta Gadu-Gadu EKG. Udostępniono możliwość używania własnych plików php.ini, każdy klient dostaje panel DirectAdmin. Jeśli szukacie stabilnych kont www polecam Unixstrorm.org.
Odkąd pamiętam istniała w Polsce darmowa usługa serwerów DNS, która stała na bardzo wysokim poziomie. Była nią usługa FreeDNS rozwijana na zasobach Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Z dniem 30 czerwca 2010 roku serwery DNS, które obsługują 33998 stref domen zostaną wyłączone.
Decyzją władz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, z dniem 1 maja 2010 roku Centrum Informatyczne SGH rozpoczyna proces zakończenia świadczenia usługi FreeDNS. Regulamin tego serwisu pozwala na wyłączenie go „w całości lub dowolnej części, bez uprzedzenia i w dowolnym momencie, bez żadnego odszkodowania”. Wychodząc jednak naprzeciw oczekiwaniom użytkowników, proces zamknięcia usługi będzie trwał 60 dni, tzn. do 30 czerwca br. włącznie, co pozwoli na przeniesienie swoich zasobów do innych operatorów.
Jak można przeczytać w oświadczeniu umieszczonym na stronie:
Dlaczego SGH zamyka usługę?
Szkoła Główna Handlowa nie świadczy usług hostingowych. Utrzymanie usługi FreeDNS dostępnej dla wszystkich, gdzie jedyną możliwą drogą kontaktu z osobą zarejestrowaną w serwisie, jest podany tam adres e-mail, nie leży w kręgu zainteresowania Uczelni. Zastosowane oprogramowanie do obsługi FreeDNS, nie posiada mechanizmów pozwalających na jednoznaczną identyfikację jej użytkowników.
Uczelnia nie ma profitów z utrzymywania serwisu FreeDNS::SGH, poza wdzięcznością zaawansowanej grupy użytkowników (administratorów), w tym osób prywatnych, firm i instytucji, które mogą utrzymywać na serwerach Uczelni konfigurację DNS, za którą komercyjne firmy hostingowe pobierają opłaty. Należy mieć również na uwadze fakt, że tego typu darmowy serwis może przyciągać osoby, których działalność internetowa nie jest do końca zgodna z literą prawa. Stwarza to realne niebezpieczeństwo naruszenia dobrego imienia Uczelni w przypadku, gdyby tego typu praktyki były przypisane SGH i taka informacja została opublikowana w środkach masowego przekazu.
Prowadzenie serwisu DNS przekłada się na bardzo dużą odpowiedzialność, jaka spoczywa na instytucji, która świadczy tego typu usługi. Nazwa domenowa nie zawsze wprost wskazuje na zawartość kontentu, który pod danym adresem jest udostępniany. Czasami pod z pozoru niewinnie wyglądającym adresem internetowym, znajdują się strony zawierające materiały o charakterze pornograficznym, nawołującym do przemocy, czy udostępniający pirackie pliki (filmy, muzykę, oprogramowanie).
Chcąc zapewnić bezpieczeństwo w zakresie nienaruszalności dobrego imienia Uczelni, administrator serwisu FreeDNS powinien na bieżąco ręcznie (kontrola pełna lub wyrywkowa) przeglądać zawartość udostępnianą poprzez adresy domenowe. Niestety przy ilości stref DNS znajdującej się obecnie na serwerze FreeDNS w liczbie ponad 51 tysięcy, gdzie każda strefa może zawierać wiele adresów domenowych, kontrola wszystkich adresów jest praktycznie niemożliwa, a przede wszystkim nie wpisuje się w zakres obowiązków pracowników CI.
Należy zaznaczyć, że wiele osób, korzystających z sieci Internet utożsamia serwer DNS z serwisem internetowym (stroną WWW).
Usługa DNS dla większości jest niewidoczna, dlatego nie można przyjąć, że jest miejscem reklamy Uczelni.
Co się stanie z danymi z freeDNS?
Dane wprowadzone przez pracowników Uczelni, znajdujące się na serwerach SGH, są własnością tej uczelni (o ile dokumenty nie stanowią inaczej), podobnie jest w innych organizacjach. W przypadku serwisu FreeDNS, dane należą do ich użytkowników i tylko każdy z nich, może decydować osobiście o ich dalszym losie w przypadku zamknięcia usługi FreeDNS. Dlatego władze Uczelni przyjęło opcję pozostawienia użytkownikom wyboru i możliwości przeniesienia lub skasowania należących do nich danych. Dlatego SGH wprowadziła okres przejściowy na przeniesienie danych do innego operatora. Z chwilą wyłączenia serwisu FreeDNS, dane w nim zawarte nie będą przedmiotem jakiegokolwiek przetwarzania.
Siostrzaną usługą opartą o dokładnie ten sam panel administracyjny jest usługa XName. Można też skorzystać z płatnego DynDNS.
Już minął jakiś czas od premiery Internet Explorera 9 w wersji Developer Preview, który w pewnym sensie jest wyjątkowy. Będzie to pierwszy Internet Explorer przy którego premierze Microsoft tak głośno promuje standardy, jakie obowiązują w Internecie. Dotychczas wielki moloch, jakim jest Microsoft zdawał się nie zauważać istnienia standardów. (Czytaj więcej »)
Dzisiaj w ramach repozytorium dziennych migawek chyba najlepszego odtwarzacza multimediów Banshee pojawiła się poprawka, która naprawia drobny, ale szeroko znany wielu autorom aplikacji pod Gnome błąd. Polega on na błędnym interpretowaniu tła ikony w zasobniku systemowym. Dla przykładu w najnowszych, ciemnych motywach Ubuntu tło ikony jest białe. Dzieje się tak, ze motyw ustawia na panelu Gnome swoją grafikę – gradient, ale kolor panelu jest domyślnie brany inny – w tym wypadku biały. Poprawka ta jest już dostępna dla użytkowników Ubuntu Karmic i starszych. Pod Lucid Banshee się nie zbuildował poprawnie i jeszcze nie jest dostępny.
Zainteresowanych odsyłam do repozytorium Banshee Daily na launchpadzie.
Nie trzeba było długo czekać na zmodyfikowany pod HTC Hero ROM. Kilka faktów o sofcie, który możecie znaleźć na forum xda-developers:
Brak dostępu do roota – ale to za kilka godzin przestanie być aktualne ;-)
Wifi i akcelerometr Hero nie działają – wymagany jest update z paczki dostępnej w tym samym wątku
System jest tylko w dwóch wersjach językowych – angielskiej i francuskiej
Jest szyyyyyyyyyyyyyyyyyybki
Build pochodzi z grudnia i został przystosowany dla operatora Verizon – nie jest to soft projektowany docelowo pod HTC Hero, brakuje mu niektórych elementów z v1.5
Posiada aplikacje „dodane” – m.in. aplikację do obsługi sklepu Amazon
Powstał soft oparty o ten build. Nazywa się BeHero i jest w wersji (aktualnie) 1.2.1 – zawiera sterowniki Wifi i akcelerometru, odblokowane konto roota i kilka innych, mniejszych poprawek. Znajdziecie go tutaj.
Dotychczas tylko dla iPhone, teraz również dpa Androida. Developerzy silnika blogowego nie próżnują. Właśnie wypuścili aplikację kliencką dla swojego dziecka. Aplikacja jest bardzo wygodna i poręczna i doskonale integruje się z blogiem. Dostępna jest w Markecie pod hasłem „WordPress”. :-)
Tak więc… Oczywiście nie mogłem przegapić premiery nowego produktu firmy Apple. Wzięło mnie na to, szczególnie po prasówce Apple dot. przejściówki DVI -> DisplayPort, która kosztuje 499 zł (pewnie ma AI w sobie :P)… Jak to nazwał jeden z moich kolegów redakcyjnych – „rewolucyjny„. Serio… tak sobie myślę… Apple jest genialne, skoro znów odkryli koło na nowo, wmówili, że jest to rewolucją i pozwolili się ludziom masturbować się w rozlicznych komentarzach. To smutne jak łatwo może ludzi w konia zrobić, sprzedać im zwykły Tablet PC o wcale nie rewelacyjnych bebechach i sprawić, że klient będzie zadowolony (przynajmniej w momencie sprzedaży). Dodatkowo nazwa iPad… zapieprzona Fujitsu.
Aby być nieco bardziej zgryźliwym umieszczę porównanie iPad vs Kamień:
Kamień vs iPad
Faktycznie… rewolucja.
iPad ma być dostępny za 499 dolarów… w Polsce przy obecnym kursie zapłaciłbyś za niego jakieś 2000-2500 zł – wszak trzeba nakarmić hordy darmozjadów z iSpot.
Czym byłby Internet bez Demotywatórw? :) Jako, że serwis zawiera zarówno tandetne jak i te wyjątkowe to postanowiłem wyróżniać jednego w danym tygodniu. Jako, że przez ostatni tydzień nie byłem zbytnio na bierząco w nich – dziś jak DemotTygodnia wybiorę… DemotDnia ;P Tak czy siak – jest to dosyć dobitny demot :-) (Czytaj więcej »)
Posiadając Ubuntu, postawionego na komputerze z kartą graficzną firmy Nvidia użytkownik narażony jest na kilka nieprzyjemności. Na szczęście problemy są mianem „przejściowych”. Wszystko przez skądinąd wygodny tryb pracy sterownika Twinview, który pozwala na obsługę wielu ekranów jednocześnie, pomiędzy którymi można przeciągać aplikacje. Ja posiadam komputer podłączony do telewizora (FullHD) oraz monitor 1440×900. Problem w tym, że system widzi to jako ekran o rozdzielczości 3360×1080. Natywne gry w Linuksie korzystają z tych wartości do wyświetlenia okna gry.
Efektem jest uruchomiona gra w trybie pełnoekranowym z interfejsem pomiędzy obydwoma urządzeniami. Ta opcja by się sprawdziła idealnie, jeśli miałbym dwa takie same monitory postawione obok siebie, ale co jeśli telewizor służy mi do oglądania filmów, a pograć bym chciał na monitorze? Tutaj wychodzi ułomność binarnego sterownika made by Nvidia. Choć sytuacja jest do odratowania, bo firma zdała sobie sprawę z tego błędu, a wszystko sprowadza się jedynie do drobnej modyfikacji pliku xorg.conf.
Jeśli wygenerowałeś swój plik przy pomocy nvidia-settings albo nvidia-xconfig to prawopodobnie będziesz miał coś podobnego:
Po restarcie X’ów gra, która będzie próbowała uruchomić się w trybie pełnoekranowym uruchomi się na monitorze. W tym samym czasie wyjście na TV zostanie wyłączone automatycznie. Gdy zamkniesz grę, sterownik wróci do pierwszego zestawu ustawień. Oczywiście można te ustawienia wyklikać w konfiguratorze sterownika dostarczonym przez Nvidię, ale po co? :P
Uwaga! Twoja przeglądarka jest w bardzo starej wersji. Zaktualizuj ją natychmiast.
Korzystasz z bardzo starej wersji Internet Explorera (6.0). Nie jest ona wspierana przez producenta i stanowi potencjalne zagrożenie. Jeśli jesteś w pracy i widzisz tę wiadomość, skontaktuj się ze swoim administratorem i poproś o akutalizację przeglądarki.
Aby dowiedzieć się, dlaczego powinieneś dokonać aktualizacji, kliknij w poniższy link: